IRO test Frederikssund, Dania 30-31.03.2019

Zakochałam się. W Danii. Tzn, nie że tam spotkałam miłość swojego życia, ale zakochałam się w kraju. Mimo, ze nie ma w nim górki wyższej niż kretowisko. Nie wiem czy chciałabym tam żyć, jednak ten kraj podoba mi się ot tak, bez snucia planów o trwałym związku.

Miałam szczęście móc pojechać do Danii na zawody IRO, miałam to szczęście móc tam pojechać dużo wcześniej, odpocząć po długiej podróży, przygotować i siebie i psa, oderwać się od codziennego zycia. Nic tak nie psuje startu jak przypomnienie sobie tuz przed nim o dentyście dziecka pojutrze, papierach do księgowej, płatności za gaz, a co gorsza o zostawionej na gazie zupie.

Nic z tych rzeczy, spałam w domku na drzewie !!! gotowano mi pyszne jedzenie, jeździłam codziennie nad morze, chodziłam po lesie, zwiedzałam kolejne miasteczka, kolejne zamki.

Do pełni szczęścia tydzień przed zawodami mogłam potrenować z duńską grupą ratowniczą na dwóch różnych gruzowiskach.

Same zawody były duńskie w wyrazie i formie: hygge. Czyli przede wszystkim ma być miło. Komfortowo. I tak było!

Co zrobić, w takich warunkach nie zostało mi nic innego niż wygrać. W sobotę zrobiłyśmy część węchową, czyli gruzy kategorii B (RH TB). 30 min, trzech pozorantów. Po kilku minutach skończyłyśmy pracę, ocena 195/200 pkt. W niedzielę niezbyt wczesnym rankiem, o 10:30 udało nam się nie dać się zdmuchnąć, i w dość silnym wietrze zdałyśmy część posłuszeństwa i sprawności z życiowym wynikiem 95/100 pkt. Razem 290/300. Najpiękniejszy wynik w życiu !!!!

 

 

Pamięci Janiny Niemczyk, mojej Babci.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *